KEROUAC - z dziennika (16 czerwca '47))

Autor: Kajtek Herdyński, Gatunek: Przekład, Dodano: 07 kwietnia 2010, 00:32:42

Właśnie podjąłem jedną z tych bardzo surowych decyzji w życiu – nie pokazywać manuskryptu ‘T&C’[1] żadnemu wydawcy, zanim go nie skończę, nie poprawię wszystkich 380,000 słów. To oznacza siedem miesięcy ascetycznego przygnębienia i pracy – chociaż zwątpienie nie jest już teraz moim diabłem, tylko smutek. Myślę, że w ten sposób dokończę tę ogromną pracę dużo wcześniej, po prostu stawię jej czoła i ją dokończę. Przez ostatnie dwa lata, praca przebiegała w nastroju przygotowawczym, nastroju rozpoczynania, a nie kończenia. Skończyć coś to horror, obraza dla życia, ale praca życia musi być zrobiona, a sztuka jest pracą - i to jaką pracą! Przeczytałem mój manuskrypt po raz pierwszy i myślę, że to istna Niagara. Cieszy mnie to i porusza, ale smutno jest wiedzieć, że to nie jest epoka na taką sztukę. To jest epoka wyłączania w sztuce –  zostawiający, opuszczający pisarze, jak [F. Scott] Fitzgerald zwyciężą w publicznej wyobraźni nad tymi, którzy dokładają, jak  [Thomas] Wolfe[2]. Ale co z tego. Wszystko czego chcę od tej książki to żeby wystarczyło na życie; zarobić wystarczająco pieniędzy na życie, kupić farmę i trochę ziemi, uprawiać ją, trochę więcej popisać, trochę popodróżować i tak dalej. Ale dość o tym. Nadchodzące siedem (naście) miesięcy to radosna perspektywa – ale jest w tym tyle radości, jest w tym więcej radości niż w przelatywaniu[3], czym zajmowałem się od początku maja, kiedy skończyłem złożoną ze 100,000 część (Mood Log).



[1] Skrót od ‘The Town and the City (Miasto i miasteczko?)’ (1950), pierwszej powieści Kerouaca, pisanie której jest przedmiotem większej częsci tych dzienników. Pracował nad nią przez większość nocy, aż do rana, przy kuchennym stole w mieszkaniu, które dzielił wówczas ze swoją matką.

[2] Kerouac używa terminów leaver-outer i putter-inner, przeciwstawiając je sobie. Nie potrafię dobrze ich przełożyć. Chodzi w każdym razie o przeciwstawienie dwóch metod twórczych (jedna polega na odejmowaniu, redukowaniu, skracaniu tekstu podczas jego redagowania (leaver-outer, czasem mówi się też taker-outer), druga na dopisywaniu, na puchnięciu tekstu raczej niż jego ociosywaniu (putter-inner). Tak mi się przynajmniej zdaje.

[3] Kerouac używa słowa flitting around, co może oznaczać przelatywanie tekstu, metodę poprawiania, pisania polegającą na niesystematycznym czytaniu i poprawianiu wybranych fragmentów tekstu.

Komentarze (5)

  • Pytanie: pokazywać czy nie pokazywać dotyczy każdej dziedziny twórczej. Ja jestem zdania, żeby nie pokazywać, dopóki nie osiągnie się w miarę ostatecznej wersji utworu. Czytelnik we wczesnych fazach tekstu jest nie tyle niepotrzebny, co może przeszkodzić w wyłonieniu się właściwego szkieletu utworu. Autor musi być pewny, że idzie w dobrym kierunku. Nie może pytać na każdym kroku ludzi o drogę.

  • coś w tym jest. wizja nie znosi kompromisów.

  • Rozumiem, że dzienniki nie wyszły po polsku. Prośba o info na temat oryginału. Czy to jest systematyczna publikacja? Tzn. wydana w wersji książkowej? Pozdrawiam

  • nie wiem na pewno, ale prawie jestem pewien, że po polsku się nie ukazały. Ja to mam w wydaniu Penguina jako Windblown World. The journals of Jack Kerouac 1947-1954. redakcja i wstęp Douglas Brinkley. Jest na amazonie. Dosyć rzetelny w orpacowaniu jak sądzę, przypisy, indeks etc... W sumie przepisane z dziesięciu zeszytów pisanych jeden po drugim, nie uwzględniono zdaje się jedynie jakichś marginesowych zapisów, bazgrołów etc... pzdr.

  • Po kilku latach pokazywania, dochodzę do podobnego, stanowczego i niewymagającego dialogu wniosku: nie pokazywać.
    W dobie literackich for i innych tego typu przedsięwzięć wojna między tymi (którzy mówią tak)co pokazują, a tymi (którzy wiecznie przeczą), którzy wiecznie trzymają w szufladzie przechyla się w stronę zwycięstwa tych pierwszych. Z tego co obserwuję właśnie w dobie literackich for ta wojna czy dylemat: co robić, traci swój naturalny ciężar. Raczej, dzisiaj, w sytuacji, kiedy spod klawiatury wyskoczy garść zdań i można je przed światem, przynajmniej netowym, czyli już swoją twórczość trzy-pięciozdaniową ujawnić, to dylemat pokazać czy nie pokazać sprowadza się do systemu: ile pokazać dziennie. Pięć tekstów, sześć? Bo przecież wena nie drzemie :)
    Wypowiedź Kerouaca, że to surowa decyzja, może sugerować, że to wcale nie taka prosta jednak decyzja. Potrzeba pokazywania jest i trzeba się, chyba, napocić, żeby się powstrzymać.

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się