0006-3169-pozny_karnawal_image1_267073_1_b_sml_120

Późny Karnawał

Autor:  Kajtek Herdyński
Gatunek: Poezja
Wydawca: Instytut Mikołowski
Data wydania: 2012
Data dodania:  29 września 2012, 23:59:38
ISBN: 978-83-60949-38-2

Krótki opis:

Tak wiele już wiemy o późnym karnawale, że - zdawałoby się - nic nie da się powiedzieć o nim na nowo i do rzeczy. Ale skoro - jak pisze Herdyński - "mówimy do rzeczy" i "rzecz nam nie przeczy", to wciąż - poza porządkiem schematów - istnieje na to jakaś szansa. Poeta ryzykuje zresztą pytania o rzeczy najistotniejsze, nie wiedząc, czy Schulzowska "szata prawdziwa" i istota w ogóle istnieje. Pyta bowiem, co znaczy "późny karnawał" (słów? języków? gestów? jednostek? zbiorowości?), czy ciągnie się ów festyn tak długo, że przestaliśmy rozumieć jego sens, czy mamy do czynienia z ostatnią (kolejną ostatnią?) jego fazą, czy może - sięgając po sprawdzone formy - wędrujemy już po krawędzi wczesnego postu? I, mimo że inne zdarzenia tej rozpasanej epoki tak bardzo nas rozpraszają, warto przemyśleć pytania i niedopowiedzenia Herdyńskiego, grę w "prawdziwe" i "nieprawdziwe", które - jak to bywa w późnej fazie, kiedy nasza uwaga jest stępiona - w swej problematyczności nigdzie nie jawi się lepiej niż w równie problematycznej przestrzeni wiersza. (Andrzej Niewiadomski)

Fragment:

Opowiadać to sobie jak stary, dobrze znany dowcip.

Opowiadać to sobie jak historię z wiersza, którego nie można cytować.

Opowiadać to wówczas, gdy jest się samemu na dworze, na wietrze,

w podziurawionych spodniach lub w domu, z kimś jeszcze,

 

kto właśnie układa pasjansa cudzymi kartami, pijąc zimną kawę z nie swojego

kubka. To tylko niektóre ze sposobów, którymi chciałbym sprawić, by nasza

miłość rozpłynęła się w potoczności. Żeby rozpłynęła się w powietrzu,

kiedy trzymamy się za ręce, tak konkretni, jakby uczepieni zmierzchu.

 

Kiedyś śmialiśmy się wspólnie, pijąc wino, nie zostając na noc w domu

(bo nie wierząc przez chwilę, że miłosierdzie jest domem, i że jest

inny firmament od kopulastej, jak odbicie w bańce, nocy ponad nami),

i kiedy kolory wokół nas zmieniały się powoli i delikatnie, a my

 

nie dopuszczaliśmy nawet myśli, że to nie dzięki nam, lecz jeśli tak być

musiało, to raz jeszcze zobaczyć to zmyślone zdjęcie, na którym słowo

z kalendarza zstępuje bezceremonialnie obniżając delikatnie ton,

i przekazać to z ust do ust nie wypowiadając słowa. To jest lekkie jak balon.

Komentarze (1)

  • powinna być kategoria: nie mogę się doczekać, aż przeczytam :)

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się